niedziela, 4 listopada 2012

Rozdział 1~! (cz.2)

 Powoli podniósł powieki ukazując swe lazurowe oczy, rozejrzał się po pomieszczeniu, i poczuł tą dziwną woń, woń szpitala. No tak, teraz sobie przypominał, jego szkoła, znajomi, krzyk, a na koniec upadek. Próbował się podnieść, ale uniemożliwił mu to ból w klatce piersiowej. Opadł ciężko na łóżko szpitalne, po chwili drzwi do jego sali otworzyły się. Jego oczom ukazali się jego przyjaciele, trener Kidou z siostrą, trener Endou z żoną oraz pan Fubuki z narzeczoną. Delikatnie uśmiechnął się, a jego wzrok spoczął na jednej osobie, był nim złotooki chłopak. Chłopak którego kochał, ale nie wyznał mu tego.
 Ich spojrzenie się spotkało, w oczach granatowłosego zobaczył radość, ból i... miłość ? Tak w jego oczach widział miłość, miłość do niego. Brązowowłosy szybko spuścił wzrok, po chwili usłyszał głos jednego z trenerów.
-Dobrze cię znowu widzieć Tenma - uśmiechnął się Mamoru. Zrobiło mu się trochę cieplej na sercu lecz po chwili powróciły wspomnienia, które wywołały na jego twarzy smutek.
-Trenerze, chcę coś powiedzieć... - zawahał się niebieskooki, nie wiedział, czy naprawdę chce to powiedzieć, ale jednak musiał. Podniósł głowę, jego wzrok był pusty - trenerze, rezygnuje z piłki nożnej - sam nie wierzył, że to powiedział, spojrzał na 'przyjaciół', byli zszokowani, tak samo wszyscy inni, tutaj zgromadzeni.

 Nie wierzyli w to co usłyszeli, on rezygnuje z piłki nożnej? On rezygnuje ze swojego ukochanego sportu?
 Myśleli że to żart, chcieli usłyszeć jego śmiech i słowo 'żartowałem', ale nie, to nie był żart,  nie kłamał. Spojrzeli w jego oczy, nie były radosne i wesołe tylko puste bez niczego, nie było w nich blasku. Do jego łóżka podszedł Shindou razem Kirino i Kariyą, niebieskowłosy Masaki zaczął szarpać Tenmę krzycząc że żartuje, że to głupi żart. Musiał odciągnąć go różowowłosy, chociaż wcale nie dziwił się swojemu 'bliskiemu' koledze. Zrobiłby to samo, jednak sądził, że niebieskooki nie powiedział tego z własnej woli. Spojrzał spokojnie na Matsukaze i wyszedł z sali razem z roztrzęsionym kolegą mówiąc, że wrócą gdy Kariya ochłonie.
 Tenma spoglądał w stronę drzwi przez które przed chwilą wyszli Ranmaru i Masaki. Nie dziwił się temu drugiemu, też by tak samo zareagował, gdyby niebieskowłosy tak powiedział. 

~Kirino i Kariya wyszli do parku przed szpitalem, usiedli na ławce. Brązowooki powoli się uspokajał, pierwszy raz się tak wkurzył na kogoś, a tym bardziej na Tenmę. On od zawsze mówił, jak kocha piłkę, że czasami go mdliło, a teraz powiedział, że rezygnuje z tego sportu. Przecież to zawsze Matsukaze motywował ich i ratował z wielu opresji. Mieli u niego wielki dług.
 Masaki całkowicie się uspokoił, lecz nagle w jego oczach zebrały się łzy, które zdziwiły nie tylko jego, przecież bez niego ich drużyna to już nie będzie to samo. Kirino, widząc, w jakim stanie jest jego 'ukochany', przyciągnął go do siebie, a widząc łzy przytulił go jeszcze mocniej. Tym razem nie protestował, że robi to w miejscu publicznym, bo potrzebował tego, potrzebował jego ciepła i silnych ramion. Wtulił się w niego jak dziecko pozbawione miłości, spojrzał na różowowłosego swoimi zapłakanymi oczami, Ranmaru otarł łzy chłopaka i pocałował go w czoło.
- Chcesz wrócić do domu? - spytał Masakiego, otrzymał kiwnięcie głową, co znaczyło, że tak - To poczekaj tutaj, poinformuję resztę, że wracamy - powiedział czule, poczym wstał z ławki i szybko pobiegł do sali w której leżał Matsukaze. Minęło już 15 minut, Masaki chciał już iść po niego, ale zobaczył go jak wychodził, gdy podbiegł do niego wystraszył się. Jego ukochany był blady jak ściana, wpatrywał się zszokowany gdzieś w martwy punkt. Teraz to go martwiło, pomachał chłopakowi przed oczami, na szczęście ocknął się. Spojrzał na brązowookiego, złapał go za rękę i poszli do domu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz